Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 25 komentarzy

Tomasz J.Ulatowski

Tomasz J. Ulatowski - inżynier i ekonomista, zwolennik "szkoły austriackiej", bezpartyjny wolnościowiec http://www.e-ulatowski.pl, członek stowarzyszenia Wolni Obywatele

Ludzie myślą, że mają w Polsce kapitalizm...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kapitalizmu widać tyle, co do portfela napłakał – to wobec tego tylko, jak nazwać ustrój ekonomiczny, jaki faktycznie teraz mamy − do cholery?!..

 

Ciepłe letnie wieczory to świetna okazja – jak powszechnie wiadomo – żeby sobie po-grillować w gronie znajomych, a wspólne biesiadowanie – żeby sobie po-politykować. I nie jest to wcale tylko nasza, polska specjalność.
Podczas jednej z takich tegorocznych „posiadówek”, któryś z uczestników sformułował w pewnym momencie następującą konkluzję: „..Bo wszystko przez to, że w Polsce kapitalizm jest dziki!”. A widząc moje zdziwienie, dodał ponadto: „Bo każdy robi, co chce – taka... wolna amerykanka!”

Oczywiście mówca, wypowiadając określenie „wolna amerykanka”,  nie miał przy tym na myśli znanej odmiany walk zapaśniczych (wolnoamerykanki). Może tylko próbował stworzyć analogię. (Chociaż – tak zupełnie na marginesie – warto podkreślić, że ów styl walki, jakimś dziwnym trafem, akurat plasuje się bardzo blisko idei libertarianizmu, a to przez swoją kluczową zasadę – „wszystkie chwyty dozwolone, z wyjątkiem tych, które zagrażają życiu”. Libertarianie, najsilniej akcentujący potrzebę możliwie maksymalnej swobody jednostki w życiu społecznym, zaznaczają bowiem – „wolność mojej wirującej pięści musi być ograniczona bliskością twojego nosa – moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna twoja...).
Autor wypowiedzi o „zdziczałym kapitalizmie” i „wolnej amerykance” w Polsce, jak większość sfrustrowanych rodzimym bałaganem ogólnym, złudnie upatruje ratunku w działaniach rządu, który – jego zdaniem – powinien wprowadzić jeszcze więcej uregulowań i obostrzeń zwłaszcza w gospodarce.

Zatem – czy w naszym „ciężko doświadczanym kraju nad Wisłą” faktycznie mamy kapitalizm i  tę „wolną amerykankę”? Mój rozgoryczony rozmówca, w słowach: „bo każdy robi, co chce”, sam już sobie częściowo odpowiedział i zarazem zaprzeczył. Właśnie o to chodzi, że u nas w życiu publicznym, a w szczególności w gospodarce, tak naprawdę tylko nieliczni mogą robić, co chcą. A przecież to zakres powszechnych swobód – miara wolności w tym obszarze, stanowi główną podstawę kapitalizmu (właśnie określoną tutaj jako „wolna amerykanka”).

Kapitalizm musi być dziki!...

Z encyklopedycznych definicji wynika, że cyt.: kapitalizm to system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji, wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i usługami oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami. W każdej z nich aż roi się od „wolności” w postaci przymiotników, odmienianych niemal we wszystkich przypadkach.
Kapitalizm rozpoznajemy zatem i oceniamy po dwóch atrybutach – w jakim są one stanie – własności i wolności – naturalnie ze sobą sprzężonych. Własność nie tylko jest podstawą produkcji i wymiany, ale również pomaga zabezpieczyć wolność osobistą jej posiadacza, zaznaczyć jej prywatne granice w najbliższej przestrzeni. Jeśli „coś mam”, a najlepiej – „im więcej mam” – tym bardziej muszą się ze mną liczyć! Z drugiej zaś strony – sama wolność wynika z istoty własności, rozumiana jako wyłączność władztwa nad daną rzeczą – „mogę z nią zrobić, co mi się podoba”. Nie mogę jedynie zagrażać własności innych, ich zdrowiu i życiu. Tylko tyle ograniczenia – „co nadto – od Złego pochodzi” i stopniowo niweczy obydwa atrybuty, w konsekwencji pozbawiając cały system sensu. Z jakimkolwiek dodatkowym ograniczeniem – kapitalizm przestaje być kapitalizmem! To już nie jest „swoboda krążenia kapitału”, podlegająca indywidualnemu osądowi w ramach wolnego rynku! (Tyle wolności, ile własności – tyle własności, ile wolności!)

„Dziki kapitalizm”, akurat taki oparty na „wolnej amerykance”, najszybciej kojarzy się z Dzikim Zachodem, czyli okresem masowego exodusu napływowej ludności Stanów Zjednoczonych na zachodnie terytoria w XIX w., w celu ich zasiedlenia i zagospodarowania. Przeciętnemu Europejczykowi proces ten kojarzy się zwykle z typowymi obrazkami rodem z hollywoodzkich westernów, kleconych masowo niemal na jedno kopyto pod wysoką oglądalność – zawsze niepohamowana chciwość, bezhołowie z coltem i lassem w ręku, trup ścielący się pokotem i tylko jeden sprawiedliwy. Taki stereotyp latami chętnie podtrzymywała także rodzima komunistyczna propaganda, w swoim mniemaniu lepiej tym sposobem dopełniająca wizerunek „zgniłego imperialnego Zachodu”.
 A przecież faktycznie był to okres rozkwitu wolnej przedsiębiorczości, niebywałego rozwoju ekonomicznego w historii USA, milowy krok w budowie ich potęgi. A wszystko dzięki temu, że nadzieja i ludzki zapał nie były wtedy tłumione ingerencją państwa. Rząd amerykański, ze względu na ryzyko i wysokie koszty, nie od razu wysłał swoich urzędników z kodeksami w ślad za karawanami osadników, podążającymi na zachód. Jednak wcale nie oznaczało to braku prawa i bezładu. Obywatele na miejscu świetnie radzili sobie sami, spontanicznie tworząc proste i dobrze działające rozwiązania – własne samorządy i lokalne prawo, oparte na prostych, przejrzystych umowach. Stworzyli m.in. prywatne sądy, prywatny system własności, prywatną ochronę wraz ze skuteczną instytucją „szeryfa” i łatwym sposobem jego wyłaniania.
Prosperity dla tamtych terenów zaczęła przygasać dopiero z ostatecznym wkroczeniem państwa, które postanowiło „ucywilizować” życie farmerów i kopaczy złota, nie tylko budując kolej transkontynentalną, ale przede wszystkim wprowadzając jednolite „uregulowania” prawne i nowe podatki, planowo kłócąc przy tym białych z Indianami, żeby po wybiciu stad bizonów móc zamknąć tych ostatnich w rezerwatach.
Nie chcąc w tym miejscu zbytnio się rozwodzić, odsyłam zainteresowanych do publikacji na ten temat – „Nie taki dziki, Dziki Zachód” T.L. Anderson’a, P.J. Hill’a oraz „Libertariański Dziki Zachód” Jakuba Wozinskiego (tygodnik Najwyższy Czas! Nr 11/2013).

"Wolna amerykanka"? Wolne żarty!...

Kraje o silnej ingerencji państwa w praktykę ekonomiczną – czyli te z dużym udziałem wydatków publicznych w stosunku do ich PKB − z reguły mają słabszy wzrost gospodarczy i wyższe bezrobocie. Dla porównania w USA tuż przed pierwszą wojną światową stosunek ten utrzymywał się na poziomie 10%, w Niemczech i Wielkiej Brytanii nie przekraczał 15% PKB. W 2012r. w Polsce wynosił on prawie 45% - niewiele mniej niż np. w krajach afrykańskich (zaś w Korei Północnej 100%).

W dorocznych raportach wolności gospodarczej na świecie, prowadzonych przez Economic Freedom Network pod przewodnictwem Instytutu Frasera z Vancouver oraz publikowanych także przez The Wall Street Journal i Heritage Fundation (Index of Economic Freedom), Polska – na prawie 200 badanych państw – od lat pod tym względem zajmuje miejsce dopiero gdzieś w połowie listy.
Na początku lat 90-tych mieliśmy 10-krotnie wyższy wzrost gospodarczy niż obecnie, a to za sprawą naprawdę dobrze napisanej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, zwanej ustawą Wilczka i Messnera. Była ona wówczas w zasadzie jedyną podstawą prawną dla działalności biznesowej i liczyła zaledwie… (jak na nasze warunki!) 54 artykuły. Dziś tę działalność reguluje u nas przeszło dwieście różnych aktów prawnych. Także w miejsce ówczesnych 19. ograniczeń koncesyjnych wobec przedsiębiorczości – teraz mamy ich również blisko 200. Mamy też ogółem ponad 100  rozmaitych podatków i para-podatków, różnie nazwanych dla niepoznaki. Kalendarzowe odniesienie proporcji między obowiązkowymi daninami do państwowej kasy a resztą dochodu, którą podatnik może już sobie zatrzymać, czyli tzw. dzień wolności podatkowej, badany rokrocznie przez Centrum Adama Smith’a – w 2013r. przypadł  dopiero na 22 czerwca.
Poprzez skorumpowaną biurokrację, stanowiącą lobby sterujące produkcją ustaw oraz poprzez coraz bardziej uległe wobec niej sądownictwo – system państwowy stopniowo ruguje wolność osobistą z przestrzeni gospodarczej, krok po kroku uszczuplając tym samym wyłączność właścicieli w zarządzaniu legalnie wytworzoną przez nich własnością.

Trudno się zatem dziwić, że w efekcie takiego „porządkowania”, „cywilizowania” i „uszczelniania” systemu, od początku minionego dwudziestolecia mamy do chwili obecnej przeszło 300-milardów dolarów zadłużenia zagranicznego (wzrost 7-krotny), dług publiczny idący w bilion złotych (wzrost prawie 4-krotny), stopę zatrudnienia 54%  (spadek prawie o ¼) oraz 1,5-milionową armię ekonomicznych emigrantów.
Hernando de Soto w „Innym szlaku” rozważa – jak to możliwe, że w wielu zakątkach Ziemi można spotkać społeczeństwa z równym zapałem i ofiarnością oddane pracy na rzecz swoich krajów i rodzin, ale za to egzystujące na co dzień w skrajnie odmiennych warunkach?.. 

A teraz − żeby ostatecznie i konkretnie odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie, ile mamy w Polsce kapitalizmu, czyli swobody w inwestowaniu prywatnej własności – po prostu zajrzyjcie Państwo do swoich portfeli. Wszak Wasza miesięczna wypłata to też przecież forma własności. Z wynagrodzenia brutto, po potrąceniu bezsensownych, lecz przecież przymusowych składek na „socjal” − kompletnie niewydolny już ZUS oraz na coraz mniej drożną publiczną opiekę zdrowotną i na podatek dochodowy − zostaje nam nieco ponad 70 procent. Przy zakupach i dokonywaniu opłat tracimy kolejne 23 %, czyli VAT, a niekiedy jeszcze akcyzę. Nasze wolne środki kurczą się więc już znacznie poniżej 50%, a tu jeszcze czekają podatki lokalne oraz netto przymusowych wydatków związanych z comiesięcznym utrzymaniem mieszkania i rodziny, często usztywnionych różnymi praktykami monopolistycznymi.
No i co – dużo Wam zostało?.. No więc ta resztka na dnie, to właśnie jest Wasza wolność finansowa i „polski kapitalizm”.
Skoro jednak w czerwcu 1989 „skończył się w Polsce komunizm”,  socjalizmu „z ludzką twarzą” nie zdołaliśmy sobie zbudować, a kapitalizmu widać tyle, co do portfela napłakał – to wobec tego tylko, jak nazwać ustrój ekonomiczny, jaki faktycznie teraz mamy − do cholery?!..

Blog autora: http://e-ulatowski.pl

KOMENTARZE

  • Kolejny korwinista nas najechał i nas molestuje. Jak to u nich w zwyczaju ze swadą i z przytupem.
    Co nie idzie w parze, też u nich w zwyczaju, z elementarną wiedzą. Ale solidna wiedza przy robieniu propagandy jest tylko przeszkodą.

    "Na początku lat 90-tych mieliśmy 10-krotnie wyższy wzrost gospodarczy niż obecnie, a to za sprawą naprawdę dobrze napisanej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, zwanej ustawą Wilczka i Messnera."

    Ciekawe jak to inżynier policzył?
    Na początku lat 90tych mieliśmy potężny spadek wielkości polskiego PKB, jak też produkcji przemysłowej. Lekkie obniżenie PKB miało już miejsce w 88 roku, w kolejnych latach (89, 90, 91) były kolejne spadki już większe. Dopiero w roku 92 był minimalny wzrost z mocno już obniżonej podstawy (czyli licząc rok do roku poprzedniego). Dopiero w latach 95-97 można mówić o sporych przyrostach PKB.
    Inna sprawa, że później były chyba jakieś kombinacje przy statystykach tego okresu (co zrozumiałe, czy liberał Balcerowicza może się mylić? ) i wyniki podawane po latach były lepsze od tego co GUS podawał na bieżąco. Ale i tak były UJEMNE.
    Uchwalenie przez Sejm ustawy Wilczka to grudzień 88 roku.
  • @vortex 02:48:35
    mnie interesuje porównanie wzrostu gospodarczego za lata np. 1955-1980
    oraz 1989-2012. Tylko skąd wziąć rzetelne dane. Sądzę, że być może byłoby to interesujące porównanie.
  • @vortex 02:48:35
    Kolejny raz socjalista ,zaprzecza faktom jak to oni.Na początku lat 90 zwolniono 6 mln.ludzi z pracy.Oni nie poszli po zasiłki,TYLKO WZIĘLI SPRAWĘ W SWOJE RĘCE.Sami zaczęli dbać o siebie .Te słynne handle z łóżek itd.Żeby nie Bucholc zwany Balcerowiczem ,który co innego robił i mówił To Polska dziś inaczej by wyglądała.

    Myślenie podobno nie boli,trzeba w końcu skorzystać rozumu.
  • @Autorze
    Jesteś pospolitym korwinowskim bucem. Polska miała zbudować kapitalizm przy braku kapitału - dobre. Owszem można go było budować w oparciu o kredyty bankowe. Nawet teraz po kolejnych obniżkach stopa lichwy to 16% (poczwórna stopa lombardowa). Proszę mi pokazać dziedziny w których stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału wynosi 16%. Przeciętnie koszty finansowy w polskich produktach to 20% ich ceny. Wyznawcy tego talmudycznego żyda Janusza Korwin-Mikke (vel Ozjasza Godldberga), jeśli nie są talmudycznymi żydami to co najmniej żydowskimi przydupasami lub gojowskimi użytecznymi idiotami.

    Doprowadziliście sqr...wysyny do tego, że polski to może być szmateks, szrot, lub montownia. To co, jeszcze Wam mało??
  • " A wszystko dzięki temu, że nadzieja i ludzki zapał nie były wtedy tłumione ingerencją państwa."
    Tak, ludzie wtedy ochoczo eksterminowli ludność tubylczą i zagarniali co się da, a potem walczyli ze sobą o podział łupów, fortuny wyrastały, i groby też.

    Chiciałbym wiedzieć, czy niewolnictwo to też kapitalizm, wszak to prywatna własność środków produkcji.

    A jeśli kapitalizm, w którym wolność posiadania jest ograniczona poprzez wykluczenie z posiadania innych ludzi, jest tym wymarzonym z ludzką twarzą, to zauważmy, że wyzwolenie niewolników to jest działanie w stylu cięcia kosztów, nie trzeba już dbać o swoją własność, zapewniając niewolnikom dach nad głową i jedzenie.

    A ponieważ w Polsce płace (większość, a nie średnia) nie starczają na mieszkanie i papu, to oznacza, że MAMY W POLSCE KAPITALIZM Z WILCZĄ TWARZĄ, DĄŻĄCY DO EKSTERMINACJI TUBYLCZEJ SIŁY ROBOCZEJ.
  • @liberalkonserwatywny 07:54:25
    tak, nie ma to jak gospodarka oparta na przemycie.

    Pierwszy szeroko znany to Al Capone, który wziął sprawy w swoje ręce i założył wzorowe kapitalistyczne przedsiębiorstwo.
  • @interesariusz z PL 09:45:16
    A ponieważ w Polsce płace (większość, a nie średnia) nie starczają na mieszkanie i papu, to oznacza, że MAMY W POLSCE -socjalizm Z WILCZĄ TWARZĄ, DĄŻĄCY DO EKSTERMINACJI TUBYLCZEJ SIŁY ROBOCZEJ.

    80% pracownikowi zabiera socjalizm tak ulubiony przez was ,a potem piszecie ,że na nic nie starcza

    Poprawiłem cytat,bo nie sądzę mimo wszystko ,że napisałeś to Pan świadomie
  • @nikander 08:06:18
    A kiedy to myśmy rządzili ,trzeba tyle nie pić ,bo zostają potem białe plamy w pamięci,kiedy ktokolwiek JKM,czy ktoś inny popierał lichwę -następna biała plama.Od początku chwalimy pieniądz oparty np. na złocie ,żeby żaden pieprzony socjalista nie mógł sobie dodrukować.
  • @liberalkonserwatywny 11:38:52
    chciałbym zaznaczyć, Panie oszołomie, że z samej definicji kapitalizmu i socjalizmu wynika, który z nich dąży do cięcia kosztów i eksterminacji ludzi.

    Ponadto, mógłbyś wymyślić coś własnego, a nie stosować cudzą miarę rozpoznawania panującego ustroju.
  • @liberalkonserwatywny 11:47:46
    w odróżnieniu od pieprzonych socjalistów, słodzeni korwinowcy zawsze uznawali przymus za metodę prowadzenia negocjacji.

    Po prostu słodzeni korwinowcy mentalnie nie rozwinęli się ponad zasady gry w monopol.
  • @fan-wolności 12:19:40
    a czy robi coś za te 2000 zł , czy nie ?

    co go obchodzi, że pracuje u niego właściciel innej firmy ?
  • @vortex 02:48:35
    Szanowny Panie, wzrost gospodarczy to nie wysokość PKB, ale różnica tych wysokości. To po pierwsze!
    Ponadto -jak wiadomo każda ustawa przynosi istotniejsze skutki dopiero po pewnym czasie od wejścia w życie – zwłaszcza w gospodarce jest to po przynajmniej 2-3 latach, niekiedy jeszcze dłużej. Dlatego okresem, który powinien przykuwać najwięcej uwagi analizujących gospodarkę powinien być przełom lat 1991/1992, kiedy nastąpiło radykalne odwrócenie trendu spadkowego w PKB i następne (W 1990 był „wzrost” minus 11,6%, w 1991 minus 7%, a w 1992r. już plus 2,6%. W połowie lat 90-tych wzrost gospodarczy utrzymywał się na poziomie średnio plus 7,0%. Proszę sobie zestawić np. 7% z 1995r, albo 7,3% z 1997 z prognozami za 2013r. Jak wiadomo Bank Światowy szybciutko zweryfikował swoją wcześniejszą prognozę dla Polski na ten rok z 1,6% do 1,0% - a najprawdopodobniej rzecz zamknie się we wzroście 0,7%. No to ile-krotna ta różnica? Hmm?
  • Większość tekstów na NE - to lamenty frustratów.
    Kiedy pojawia się tekst - choćby śladowo pozytywistyczny - zawsze mam problem z intencjami autora.
    Do kogo kieruje swe przesłanie i jaki jest jego cel.

    Do mnie artykuł nie trafia, bo jest mętny w przesłaniu.
    Nie wiem, czy autorowwi chodzi o to, by kapitalizm był - dla samego bycia, czy by był narzędziem ku pomyślności Polaków.
    A może nie chodzi o pomyślność Polaków - lecz wszystkich na świecie - "kapitalistów"?
    No właśnie - chodzi o "nasz kapitalizm", czy "globalny kapitalizm" - nawet za cenę likwidacji Polski - jako suwerennego państwa.

    Mnie - jest doskonale obojętne - jak jeden czy drugi oszołom (ekspert od teorii rozwoju) - nazwie polski konkurencyjny i samowystarczalny system społeczny.
    Nie chcę natomiast takiego systemu - choćby cały świat miał się nim zachwycać - w którym język polski - stanie się folklorystycznym dialektem, a tradycja i historia Polski pozostanie jako wzmianka w wikipedii.

    Wolność absolutna - to utopia - zresztą bez sensu - bo po co ją definiować?
    A wolność w ograniczeniach - to byt realny.
    Ilość i zakres tych ograniczeń - definiuje pole wolności.
    Dlatego wolnościowość jest dla mnie atrakcyjna - o ile zachowuje i wzmacnia "polskość".
    Dlatgo - najpierw należy zdefiniować "Polską Rację Stanu", a dopiero potem system - dobrze ją realizujący - nazwać tak, lub inaczej.
    Gdyby miał być to "kapitalizm" - to ograniczony właśnie PRS.

    O takim "kapitalizmie" - można dyskutować.

    A na takim "teoretycznym" - jaki opisuje Autor - to właśnie frustraci - będą się niekonstruktywnie wywnętrzać.
    To temat zastępczy - złodziej czasu i energii społecznej.
  • @Tomasz J. Ulatowski 12:47:30
    "Szanowny Panie, wzrost gospodarczy to nie wysokość PKB, ale różnica tych wysokości. To po pierwsze!"

    O tym właśnie pisałem dość jasno.

    "Ponadto -jak wiadomo każda ustawa przynosi istotniejsze skutki dopiero po pewnym czasie od wejścia w życie – zwłaszcza w gospodarce jest to po przynajmniej 2-3 latach, niekiedy jeszcze dłużej."

    Jakbym słyszał Balcerowicza onegdaj. Bo skąd się wzięło te 2 do 3 lat? Mało kto wie, ale ja wiem. Każda kadencja Balcerowicza na stanowisku wicepremiera od gospodarki trwała 2 do 3 lat. Gdy Balcerowicz zostawał wicepremierem od gospodarki zawsze obiecywał że jeszcze kilka miesięcy i gospodarka wystrzeli pięknie w górę. Ale nie wystrzeliwała, więc on przesuwał termin, znów kilka miesięcy - jeszcze trochę cierpliwości. I tak gdzieś po dwóch latach nawet najgłupsi wiedzieli że nie mają do czynienia z ekonomistą, tylko z szympansem który mówi. Ale coś musiał gadać zwarty krąg jego jego zawodowych pochlebców, więc wymyślili te 2 do 3 lat opóźnień. Temat opóźnień w ekonomii jest znany, tylko bądźmy poważni, nikt z jego pochlebców nawet nie próbował naukowo wyjaśnić dlaczego 2 do 3 lat, a nie 2 do 3 miesięcy, albo 20 do 30 lat. Bo to była od początku absolutnie dęta propaganda dla osób nie znających tematu.
    A tak naprawdę Balcerowicz nie jest zawodowym ekonomistą. On robił karierę ideologa i propagandysty w PZPR. I na tym owszem to on się zna, to widać.
  • @fan-wolności 12:19:40
    Po lekturze tych komentarzy potwierdzam - musi zginąć. Ogrom debilizmu jest przerażający. Nie jestem w stanie zgłębić meandrów umysłu gościa, który twierdzi że wolność a szczególnie wolność gospodarcza doprowadzi do zagłady narodu.

    "... słodzeni korwinowcy zawsze uznawali przymus za metodę prowadzenia negocjacji."

    A ten gość rzuca kalumnię i nawet nie próbuje jej udowodnić. Do czego potrzebna mu wolność???
  • Autor
    "...krok po kroku uszczuplając tym samym wyłączność właścicieli w zarządzaniu legalnie wytworzoną przez nich własnością."

    Dobry, rzetelny artykuł.
    Ode mnie 5*
  • @Skanderbeg 20:08:59
    A może byś zwrócił uwagę na mój pierwszy komentarz. Jeżeli ktoś jest leniem to szanowny autor, któremu nawet się nie chciało zajrzeć do rocznika statystycznego i palną kompletną głupotę. Swoją droga z tak elementarnymi brakami ja bym się nie ważył pisać artykułu w takim temacie, i do tego na Areopag. Ale u korwinistów to już jest standard, lenie którym się nie chce przeczytać nawet kilku pierwszych rozdziałów podstawowego kursu ekonomii. A te kilka rozdziałów to i tak dużo za mało, żeby mieć o ekonomii pojęcie. Korwiniści to tak naprawdę cwani ambicjonerzy, ostatnia rzecz jaką można od nich oczekiwać to solidna praca.
  • @Skanderbeg 21:14:13
    Ale on sam chyba powołał się jakąś statystykę, jakąś z księżyca, co sobie wymyślił. Statystykę też trzeba umieć czytać i weryfikować, to już wyższa szkoła jazdy, ale ludzie biegli w ekonomii to potrafią. Inni nie potrafią, więc niech nie kombinują i nie pouczają jak jacyś guru. Da się zazwyczaj na różne sposoby pośrednie zweryfikować prawidłowość danych statystycznych. Upadek polskiej gospodarki w latach 89-91 był oczywisty nawet bez statystyki, każdy to widział kto widzieć chciał.
    Resztę nawet szkoda komentować. Przeczytałeś chociaż jeden podręcznik z ekonomii? Bo chyba nie. Widać ze nie rozumiesz zawiłości tej naprawdę trudnej dziedziny wiedzy. Nawet elementarza nie znasz. To wszytko nie tak. Nasza gospodarka jest zwyczajnie rozwalana od góry przez V kolumnę. Nic tu nie ma kwestia wolności gospodarczej, mityczna wolność korwinistów jest zwyczajnym oszustwem. Już nie raz to dowodnie pokazywałem, jeżeli nadal nie rozumiesz to sobie odpuść temat na którym się nie znasz.
    A jak to się tajemniczo dzieje, że polscy pracownicy (ci podobno lenie, bo wielu bezrobotnych uciekło na zachód), są tam dwa trzy razy wyżej opłacani, i ... jeszcze chwaleni? To tajemnica. Nie męcz się, nie dojdziesz tego.
    A tam na zachodzie podatki są takie jak w Polsce, albo wyższe, a jednak tam się opłaca. Kolejna tajemnica. Nie męcz się.
  • @Skanderbeg 22:24:29
    Jak ty uważasz że te nędzne tandetne handelki to miała być jakaś nasz przyszłość, to szkoda mówić. Niczego nie rozumiesz. Jaki większy kraj na takich handelkach coś osiągnął? Żaden. A mniejszy? Też nie kojarzę. Nie znasz podstaw. Obawiam się ze niczego nie czytasz poza jakimiś komunałami korwinistów.
    Na czym robi biznes Japonia? A Chiny? A USA? A Niemcy? A Francja? Na handlu też owszem. Ale tylko też. To silne, dobrze zorganizowane państwa zabiegające o rozwój swojej gospodarki, o rozwój technologii, o przewagę konkurencyjną w najnowocześniejszych branżach. Dbające o swoje wielkie firmy ze światowymi markami (dopiero przy takich firmach pożywi się fryzjer, piekarz czy sklepikarz). Nawet Finowie mają swoją Nokię. A u nas? Niszczy się systematycznie nasze duże biznesy. I się nas podpuszcza żebyśmy jeszcze rozwalili sobie państwo do kompletu, i agent Korwin podpuszcza w tym kierunku tabuny osłów i nieuków.
  • @vortex 23:43:47
    A dodam. Obecne reformy w zbrojeniówce niemal na pewno za kilka lat doprowadzą do jej definitywnego upadku. U nas takie zmiany z zasady mają to na celu. Żydokomuna do spółki z werwolfem posuwa systematycznie swoje pionki do przodu niszcząc Polskę. A agent Korwin robi ludziom wodę z mózgu kłamiąc że aparat państwowy jest zły z natury rzeczy. Ciekawe że w USA, Anglii, Francji, Japonii, RFN, itd. są innego zdania, nawet by nie bardzo rozumieli o czym on mówi. Bo ich firmom państwo bardzo pomaga i oni chętnie polegają na tym. Co nie znaczy, że zaraz państwo dokłada do nich kasy, to akurat są wyjątki. Ale tworzy całe otoczenie biznesu, tak ich krajowy biznes rozkwitał. To dla nich jest oczywiste. U nas jest to nie do pojęcia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031