Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 25 komentarzy

Tomasz J.Ulatowski

Tomasz J. Ulatowski - inżynier i ekonomista, zwolennik "szkoły austriackiej", bezpartyjny wolnościowiec http://www.e-ulatowski.pl, członek stowarzyszenia Wolni Obywatele

Dlaczego warto walczyć o standard złota?..

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Historia ludzkości to równocześnie historia pieniądza i ustawicznej aktywności władzy w jego psuciu – wciąż z tych samych, nikczemnych powodów.

Jest „oczywistą oczywistością”, że za wykonaną pracę oczekujemy zadowalającej zapłaty. Wynagrodzenie najprościej kojarzy się z jakąś kwotą pieniędzy. Cóż jednak po banknotach i monetach, z którymi np. z jakichś powodów niewiele dałoby się zrobić?...

 Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy  jak ponoć mawiała Marilyn Monroe, o której ostatnio znów było u nas głośno. przy okazji licytacji jej fotografii z zasobów FOZZ-u.
Tak więc – jak nawet ona słusznie zauważyła – docelowym wynagrodzeniem za pracę nie jest w istocie sam pieniądz, lecz możliwość posiadania w zamian określonej ilości potrzebnych towarów i usług.
Ale „określonej” – to znaczy jakiej? Ano pewnie takiej, która da wieść życie na w miarę przyzwoitym poziomie... Chciałoby się wręcz użyć w tym momencie sformułowania „płaca godziwa”. Mainstream'owi ekonomiści i „związkowcy zawodowi” zdefiniowaliby ją niechybnie jako „umożliwiającą osiągnięcie stopy życiowej, uznawanej za przeciętną dla danego kraju lub regionu”. Dla mnie jednak „płaca godziwa” to po prostu płaca, za którą ktoś dobrowolnie... „godzi się” pracować. I tyle.
Ważniejsza od bezwzględnej wysokości gratyfikacji, jest rzecz jasna, jej relacja do efektu pracy. A ściślej – czy kierunek ewentualnych zmian tej relacji jest zgodny z oczekiwaniami pracującego. Naturalne poczucie sprawiedliwości słusznie podpowiada, że za taką samą miarę wykonywanej w kolejnych okresach pracy, powinniśmy móc nabywać taką samą ilość dóbr i usług. O ile oczywiście praca ta jest wciąż tak samo potrzebna, a skutkiem tego – tyle samo nominalnie płatna w pieniądzu. 
Z tego właśnie powodu oczekujemy obecności na rynku mocnego pieniądza, czyli pokrytego znaczną – a najlepiej systematycznie rosnącą – ilością i rozmaitością dostępnych towarów.
 
Figlarny pieniądz fiducjarny...
 
            W systemie towarzyszącego nam współcześnie tzw. pieniądza fiducjarnego (nie mylić z figlarnym!) na straży owego „pokrycia” stoi jedynie władza państwowo-bankowa ze swoim słowem honoru. Zgodnie ze znaczeniem przymiotnika „fiducjarny” – od łacińskiego „fides”, czyli „wiara” mamy ufać, że przewidziane do tego konkretne gremium finansistów i uczonych w piśmie (w Polsce np. Rada Polityki Pieniężnej ), sobie wiadomymi sposobami prawidłowo obliczy, o ile można zwiększyć podaż pieniądza na rynek wobec wzrostu PKB, oczywiście w potrzebie utrzymania tzw. równowagi towarowo-pieniężnej. Jednakże  jakimś dziwnym trafem wielkość PKB (czyli ogół nowo-wytworzonych dóbr finalnych) jest w tych szacunkach permanentnie zawyżana (co przecież zawsze można zrzucić na błąd statystyk ekonomicznych), zaś w obiegu pojawia się dodatkowy „pusty” pieniądz. W efekcie mamy utrzymującą się inflację nagradzana dobrami konsumpcyjnymi część naszej pracy stale się kurczy, niezależnie od oficjalnych podatków. Innymi słowy – dzięki temu mechanizmowi, rządzący stopniowo wywłaszczają społeczeństwo z PKB, coraz taniej nabywając jego pracę..
            Dlaczego tak się dzieje? Władzy, mogącej niczym fałszerz (ale za to bezkarny!), wpuszczać w obieg „lewe” pieniądze, łatwiej „wywiązywać się” z budżetowych zobowiązań. Także wzrost cen oznacza większe wpływy z podatków pośrednich bez potrzeby podnoszenia ich stawek, co z kolei pozwala na łatwiejsze domykanie budżetu. Cóż z tego, że jedynie nominalnie? myślenie polityków jest zgoła inne niż ekonomistów zwłaszcza, gdy w rządzie, w roli tych ostatnich zasiadają kreatywni księgowi. Wbrew pozorom – zapatrzonym w budżet sternikom gospodarki – umiarkowana inflacja wcale nie przeszkadza trochę na zasadzie; „po nas choćby potop!”
            Ponadto – co być może najważniejsze  – „pusty pieniądz” nie wszędzie jednocześnie i nie od razu wywołuje zwyżkę cen. Tę wiedzę, w porę użytą, można świetnie spieniężyć także do prywatnych kieszeni. Zwłaszcza, gdy się decyduje o jego emisji lub gdy ma się dobre dojścia do centrum takich decyzji. Zgodnie z tzw. efektem Cantillon’a – najwięcej tracą ci, do których „pusty pieniądz” dociera na końcu.
 
W standardzie złota...
 
           Zgoła inaczej działał system tzw. standardu złota. Jak wiadomo – wartość nominalna ogółu krążącego w obiegu pieniądza papierowego (i „blaszanego”) musiała być w bezwzględnie stałym stosunku do wagi złota zdeponowanego w banku emisyjnym. To właśnie złoto – najstarsza waluta świata – było bowiem faktycznym pieniądzem, zaś banknoty jedynie pokwitowaniem prawa do niego. Jakakolwiek podaż banknotów na rynek była możliwa tylko przy równoczesnym odpowiednim powiększeniu masy kruszcu w bankowym skarbcu. W klasycznym standardzie złota, każdy obywatel w dowolnym czasie mógł – bez zbędnego tłumaczenia – zażądać wymiany swoich banknotów na odpowiednią masę tego szlachetnego metalu. 
System parytetu złota, oficjalnie występującego tutaj w podwójnej roli środka płatniczego i zarazem towaru – był stosunkowo najskuteczniejszym mechanizmem antyinflacyjnym znanym historii.
           I do tego jeden bardzo istotny argument, choć przez przeciwników przekornie podawany jako wada – w standardzie złota, w trendzie długookresowym, podaż tradycyjnego pieniądza na ogół nie nadąża za tempem rosnącej produkcji i podaży dóbr (spowolnienie koniecznością gromadzenia kruszcu). Wywołuje to umiarkowaną tendencję spadkową cen towarów i usług, dzięki której obywatele pracując tyle samo i używając zarabianych pieniędzy w odpowiednim czasie mogą wchodzić w posiadanie coraz większej ilości dóbr (jest to niejako odwrócenie wspomnianego efektu Cantillon’a). O ile oczywiście można w tym miejscu rozwinąć dyskusję czy wręcz spór wokół oceny wpływu malejących cen na całość gospodarki, to jednak ogólnie trzeba przyznać, że standard złota w przeciwieństwie do pieniądza fiducjarnego  –  realnie zabezpieczał własność obywatelską przed zakusami nieuczciwej władzy oraz sprzyjał szybszemu bogaceniu się ludzi zaangażowanych w pracę.
 
System standardu złota – królujący w drugiej połowie XIX wieku aż do I. wojny światowej został zarzucony bynajmniej nie dlatego, że się przeżył. Dla wielu polityków i finansistów był zwyczajnie niewygodny. Zbyt wysoko podnosił poprzeczkę. Aby sprawować władzę w tym systemie, trzeba było być mężem wielkiego formatu – nie zaś politycznym szmondakiem i pozerem, którego ekonomiczne horyzonty zawężają się do windowania podatków i rabowania własnego społeczeństwa inflacją.
            Historia ludzkości to równocześnie historia pieniądza i ustawicznej aktywności władzy w jego psuciu – wciąż z tych samych, nikczemnych powodów. Zachęcam Państwa do drążenia tego tematu (istnieje wszakże bogata literatura), a zwłaszcza, gdy nadejdzie czas, do włączania się – gdzie się da i jak się da w tworzenie i popieranie szerokiego lobby, domagającego się powrotu „systemu złotego pieniądza”. To naprawdę leży w naszym interesie.
 

Tomasz J. Ulatowski                 więcej na blogu: www.e-ulatowski.pl

KOMENTARZE

  • ?
    Drogi panie, nie warto walczyć o standard złota. To wymysł lichwiarzy z FED-u i pierwszych wymieniaczy złota.

    Ile to Polska posiada w swoich rezerwach tego polskiego złota, aby opierać swoją politykę monetarną suwerennego POLSKIEGO banku centralnego i NBP na tym kruszcu?

    Tak, aby nie podlegać wpływom lichwiarzy i spekulantów giełdowych z FED-u, Funduszu Walutowego, Banku Światowego i takich banków jak Goldman Sachs?!
  • Sądzę, że przyda się sporo sprostowań, po to by zmniejszyć społeczną szkodliwość tekstu
    > Mainstream'owi ekonomiści i „związkowcy zawodowi”
    > zdefiniowaliby ją niechybnie jako „umożliwiającą
    > osiągnięcie stopy życiowej, uznawanej za przeciętną dla
    > danego kraju lub regionu”. Dla mnie jednak „płaca
    > godziwa” – to po prostu płaca, za którą ktoś
    > dobrowolnie... „godzi się” pracować. I tyle.
    Ponieważ jest Pan, szanowny Autorze austriackim "ekonomistą", ignoruje Pan pewien drobiazg - różnice sił negocjacyjnych pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Gdybyś szanowny autorze przejadł wszystkie oszczędności i zdychał z głodu wraz z żoną i dziećmi - kopałbyś u mnie rowy 12 godzin na dobę za kromkę chleba. Twoje dzieci i żona - również. A na dokładkę za płotem mojej posesji stałaby kolejka chętnych na kopanie rowów, jakby Panu, szanowny autorze zachciało się podwyżki. A skąd ta kolejka? A z dajmy na to kryzysu finansowego wywołanego - jak zwykle spekulacją.
    Czy historia gospodarcza daje podstawy do formułowania tezy o różnicach sił negocjacyjnych pomiędzy pracownikiem a pracodawcą? Tak. Gdzie o tym można poczytać? Na przykład tu: Ubezpieczenia społeczne, siła negocjacyjna i “żelazne prawo płac” ( http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/02/13/prawda-o-ubezpieczeniach-spolecznych-i-systemie-emerytalnym/#2_Ubezpieczenia_spoleczne )
    i tu: Jak to jest z tym “żelaznym prawem płac”? Długoterminowe trendy płac na przykładzie USA ( http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/02/13/prawda-o-ubezpieczeniach-spolecznych-i-systemie-emerytalnym/#Ramka_2_Place_Trendy_USA )


    Co się tyczy samego standardu złota - żądać jego wprowadzania w czasie recesji tak głębokiej jak obecna może jedynie osoba nie znająca historii gospodarczej (szczególnie - historii kryzysów) - i nie znająca elementarnych modeli i pojęć z dziedziny makroekonomii. Austriaccy "ekonomiści" zwolnili się z potrzeby znajomości teorii makroekonomii przy użyciu triku związanego z zastąpieniem metody naukowej "prakseologią". Dzięki temu narzędziu próbują sprowadzić debatę do szermierki sofistyczno-erystycznej. I znajdują poklask zdezorientowanej (jak zawsze i wszędzie) gawiedzi. Gdzie można przeczutać o historii światowych kryzysów, standardzie złota i roli pieniądza fiducjarnego w wychodzeniu z tych kryzysów? Na przykład tu: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/01/27/druk-pieniadza-parytet-zlota-i-recesje/ i tu: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/04/12/standard-zlota-i-strefa-euro-jako-czynnik-kryzysogenny/

    A głównym źródłem inflacji obecnie jest przyrost agregatów M3 i wyższych, czyli efekt bankowości opartej o system rezerw frakcyjnych. Dodruk pieniądza, czyli wzrost bazy monetarnej (M0) to przy tym bakteria obok słonia.
  • @Paweł Tonderski 14:36:16
    Tak, tak... złote aureusy rzymskie wymyśliły te wstrętne parchy z FEDu.
  • Mógłbym pana i te złote doktryny krytykować, ale podejdę dzisiaj do tego inaczej i życzliwie
    Złoto, ale w parytecie 100% jest mniej złe od obecnego systemu.

    Jednak Pan nie chce 100% parytetu, więc jaki? I czym to się różni od emisji z powietrza? Jaja sobie robicie, a kysz złotnicy ze swoją chucpą geszeftów.
  • @niklot 15:54:49
    "Pan pewien drobiazg - różnice sił negocjacyjnych pomiędzy pracownikiem a pracodawcą"

    Skoro pan uwaza ze tak latwo jest wzbogacac sie kosztem pracownikow, bo ma sie potezna sile negocjacyjna, to na co pan czeka, nic tylko zakladac firmy i dorabiac sie fortun na pracy innych!
  • A co Pan sądzi o poniższych rozwiązaniach?
    http://www.o-pieniadzach.e-business.net.pl/strona/2461/pieniadz-jako-panstwowa-usluga-dla-obywateli.html

    http://jar.nowyekran.pl/post/71379,pieniadz-oprocentowany-ujemnie-geneza-i-perspektywy
  • Gdzie rozum śpi tam buszi sie złoto.
    Czy ja śnię? W roku 20012 ktoś jeszcze pisze o standardzie złota!
  • @nikander 18:08:10
    Moze sie Pan nabijac ale powazne panstwa i duze banki maja inne zdanie co do gromadzenia zlota - gromadza je chetnie, bo papierowy pieniadz zaraz moze nic nie byc warty. Doszlo nawet do tego ze po swiecie kraza zloto-wolframowe sztabki i kazdy boi sie sprawdzic czy w swoim skarbcu ma prawdziwe sztabki czy te z wkladka.
    Toczy sie wielka wojna o pieniadz i nikt nie che zostac frajerem z makulatura.
  • @nikander 18:08:10
    Niestety demon mamon złotem zawsze się PO-służy. Zrozumiałbym ludzi ciemnych, niepiśmiennych, ale inżynier ekonomista?

    "Tomasz J. Ulatowski - inżynier i ekonomista, zwolennik "szkoły austriackiej", bezpartyjny wolnościowiec"

    Jakie bezpartyjny? To PARTIA ZŁOTA, czysty okultyzm, diabelstwo, a dla racjonalnych - NIELOGICZNY BEŁKOT!!! To lobbies na rzecz tych co mają złoto, Polska go nie ma. Agent partii złota i tyle.
  • @Autorze
    Co ma to cholerne, diabelskie złoto, surowiec na bożki znane nam ze Starego Testamentu... z parytetem gospodarczym? Czy może być Pan aż tak głupi jak żadna ustawa na świecie nie przewiduje? Ostro? Proszę mnie zrozumieć i wtedy Pan nie zareaguje agresją, cenzurą, ale zrozumie jak Pana ZAPROGRAMOWANO. To nie są Pana myśli, w tym nie ma inżynierskiej precyzji, logiki, dokładności. To religia złota, mamona, czyli diabła!

    Proszę mi powiedzieć jak miałby rozwijać się kraj i kontynent gdzie nie byłoby złóż złota? Czym jest bogactwo kraju? Zasobem złota? Czym jest pieniądz? Tu nie daję gotowych odpowiedzi. Niech sobie Pan Inżynier pomyśli sam. Tu jest Nowy Ekran, ja zjadam profesorów na śniadanie.
  • Nikt z nas nie produkuje złota (poza KGHM) więc proszę nie wmawiać nam że mamy
    płacić czymś czego nie produkujemy.
    Inna sprawa, że należy zmienić obecny układ lichwiarski.
  • @Tomasz J. Ulatowski
    Rozumiem wszelkie argumenty krytyki obecnego systemu, ale dlaczego pan ich nie artykułuje? Brak odwagi? To skraca życie własne i rodzinie... dlatego tak mało odważnych.

    Panie kochany, gospodarka nie nie może zależeć od jakiegoś metalu, minerału, w tym od złota. Poniał czy nie? To są takie postawy że aż szok.

    Za tak WADLIWE RÓWNANIE powinna być pała z kilku przedmiotów równocześnie. Pan nie powinien dostać magistra z takim poglądem, bo jest błędną głupotą.

    Niech Pan dziękuje BOGU że trafił na mnie i na NE. Już mi kilku ludzi dziękowało, Pan też mi podziękuje, założymy się?
  • @Marek Kajdas 18:57:25
    "To lobbies na rzecz tych co mają złoto"

    Chodzi właśnie o to, by nikt sobie nie drukował 1000 banknotów za koszt 20 dolarów - bez żadnego pokrycia dla ich wartości na nominałach. To jest dopiero oszustwo FEDu, banksterstwo i lichwa. Gdyby musieli pokrywać takie machlojki w złocie, albo innych surowcach, nie mogliby w nieskończoność nas wszystkich okradać. Istniałby naturalny nieprzekraczalny hamulec.

    Polecam świetny wpis pana Rossakiewicza:
    http://jar.nowyekran.pl/post/81281,skad-sie-biora-dolary

    Chyba też nie do końca rozumie Pan standard złota, bowiem pyta się Pan: "Proszę mi powiedzieć jak miałby rozwijać się kraj i kontynent gdzie nie byłoby złóż złota?"

    Otóż rozwijać się ma tak jak dzisiaj. Swoimi usługami, produkcją - wszystkim tym na co znajdą się zainteresowani, chętni by płacić za to w dolarach (wymienialnych na złoto w sytuacji standardu złota), Euro (wymienialnym na złoto w sytuacji standardu złota), czy też bezpośrednio w złocie.

    Tak - przewidujące i mądrze zarządzane państwa od dawna gromadzą surowce naturalne, złoto i inne metale szlachetne. Jak dolar padnie (a nie można w nieskończoność się zadłużać) - to na czymś trzeba się będzie oprzeć, czyż nie? Przecież, nie na kolejnym świstku papieru o nominalnym koszcie 2 centy, ale na czymś co jest niepodrabialne i o realnej wartości. Nie potrzebujemy, aż tyle papieru toaletowego.

    Jeśli wierzy Pan w zdolności rozwoju polskiej gospodarki, to wierzy Pan również, że szybko byśmy nasze złoto zarobili. Jeśli nie wierzy Pan w jakąkolwiek konkurencyjność, to w sumie wszystko jedno, czy nasze władze sobie drukują papierki, podwyższają podatki i okradają nas na co dzień.

    Popieranie fiducjarnego pieniądza, to niestety zgoda, na nieograniczone okradanie i zadłużanie swoich obywateli (a właściwie, w aktualnej skali, to zadłużanie wielu następnych pokoleń).

    Dopóki jednak u władzy są złodzieje powiązani z banksterami, proszę się nie obawiać: standard złota nie powróci. Może Pan spać spokojnie.

    Dodam jeszcze tylko, że standardem (zabezpieczeniem) pieniądza emitowanego, w mojej ocenie, może być każdy inny surowiec / dobro - które posiada realną wartość (oczywiście wartość będzie różna w zależności od uwarunkowań makroekonomicznych w skali kraju i świata).
    Musi po prostu być wymienialny na świecie. Złoto świetnie się do tego nadaje. Zresztą Chińczycy od lat skupują złoto i surowce naturalne - chyba zdają sobie sprawę, że dolary pod materacem, niedługo mogą być niewiele warte.

    z pozdrowieniami,
  • @night rat 20:59:36
    Wszystko będzie lepsze od banksterskich operacji, a'la FED. Jakikolwiek standard "fizyczny" i namacalny - nieprzekraczalny hamulec. Ponieważ nie wszyscy będą na tyle zdeterminowani by zajrzeć, do świetnego wpisu Pana Rossakiewicza, wklejam fragment poniżej:

    "TFP: Czy nie jest tak, że Rezerwa Federalna używa banknoty Rezerwy Federalnej, kosztujące około 2 centy każdy, do zakupu obligacji Rządowych?

    Supiński: Tak…

    TFP: Ile banknotów Rezerwy Federalnej jest w obiegu?

    Supiński: Na sumę 263 miliardy USD, ale tylko o niewielkim procencie tego wiemy gdzie się znajduje.

    TFP: Gdzie się podziała reszta?

    Supiński: W materacach, zakopane, w obrocie narkotykowym.

    TFP: Ponieważ zadłużenie państwowe zapłacić trzeba w banknotach Rezerwy Federalnej, a wynosi ono 4 biliony USD, jak można je spłacić banknotami w obiegu?

    Supiński: Nie wiem…

    Oznacza to, że bank prywatny, z upoważnienia rządu, produkuje po cenie kosztów własne banknoty, za te banknoty kupuje obligacje rządowe, które stanowią zabezpieczenie dla kredytu, który udziela, również rządowi, zgarniając przy tym odsetki rosnące jako niemożliwe do spłacenia zadłużenie państwowe, a wszystko zabezpiecza władza Kongresu do opodatkowania obywateli.

    Bank Rezerwy Federalnej powstał w 1913 roku jako konsorcjum następujących banków prywatnych: Rockefellera, J.P. Morgan, Rotschilda, Lazard Frères, Schoellkopf, Kuhn-Loeb, Warburg, Lehman Brothers i Goldman Sachs."

    z pozdrowieniami,

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031