Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 25 komentarzy

Tomasz J.Ulatowski

Tomasz J. Ulatowski - inżynier i ekonomista, zwolennik "szkoły austriackiej", bezpartyjny wolnościowiec http://www.e-ulatowski.pl, członek stowarzyszenia Wolni Obywatele

W dupie z taką demokracją!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czas, aby polscy "obrońcy demokracji" z obu stron barykady, zastanowili się - czego tak naprawdę bronią?...

  Moje doświadczenie życiowe każe mi z przymrużeniem oka traktować to coś, co zwykliśmy definiować jako... „demokrację”. Podpowiada mi, że jest to przede wszystkim postać chwytliwego pustosłowia w propagandzie zwalczających się stronnictw. Wzajemne oskarżenia o brak poszanowania dla „demokracji” są zazwyczaj lekką bronią na pierwsze starcie z politycznym przeciwnikiem, dopóki nie pojawi się jakiś konkret – coś ekstra z czarnej teczki albo z samego dna ciemnej szafy. Cała troska polityków „o władzę ludu” szybko się kończy z chwilą osiągnięcia upatrzonych korzyści i przewagi nad ludem. Demokratyczne rozstrzygnięcia, czyli zgodne z wolą większości – jak już wcześniej pisałem – w swojej nieskażonej formie mogą w praktyce funkcjonować najwyżej w drobnych lokalnych sprawach – te o większej skali automatycznie stają się przedmiotem różnych odgórnych chwytów socjotechnicznych. Proszę w tym miejscu nie posądzać mnie o jakąś pretensję lub żal, bo nigdy w tej kwestii nie miałem złudzeń ani wygórowanych oczekiwań – po prostu według mnie właśnie taka jest specyfika „demokracji” i tyle.
To życiowe doświadczenie czerpię głównie z naszego polskiego grajdołka – co chyba logiczne i oczywiste. Porównując stan rodzimej „demokracji” z tą w innych krajach, w zasadzie postawiłbym znak równości, gdyby nie jeden wyjątek, który rzeczywiście sprawia mi pewien kłopot – Szwajcaria.

Nie tylko sery, krowie dzwonki, czekolada i Matterhorn

W państwie tym nie ma prawa wejść w życie żaden przepis, ani żadna zmiana, które nie zostaną uprzednio zatwierdzone przez większość obywateli w drodze referendum. Co ciekawe – Szwajcaria mimo to (a może dzięki temu) daje radę utrzymywać swój rzadki ustrój oraz bardzo dobre wyniki gospodarcze. Od 1291r., tj. od daty powstania, nigdy nie miała króla, ani prezydenta w klasycznym rozumieniu, ani typowej armii, na dodatek będąc zlepkiem różnych nacji i religii – potrafiła jednak utrzymać niepodległość, wielokrotnie dając w historii odpór ekspansji ze strony sąsiadów. Szczególnie polecam tu książkę pt. „Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?”, wydaną w tym roku przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE), autorstwa Joanny Lampki – Polki mieszkającej od kilku lat w tym kraju (także jej blog: www.blabliblu.pl) 

Często mówi się, że Szwajcaria zawdzięcza bogactwo sieci swoich banków, w których światowi potentaci ukrywają „rezerwy finansowe” – jednak zaledwie 13-15% jej PKB pochodzi od sektora bankowego – natomiast przeszło 80% majątku tworzą przemysły; głównie farmaceutyczny i urządzeń precyzyjnych. To także ewenement wobec braku surowców naturalnych i trudnych warunków geograficznych. Zresztą – wracając jeszcze do sprawy marki i roli szwajcarskich banków, które z pewnością miały istotny wkład w neutralność tego kraju podczas obydwu światowych wojen – przecież zanim międzynarodowy kapitał zdecydował się deponować środki akurat tutaj, coś musiało o tym zadecydować. Była to wyjątkowa stabilność polityczna i ekonomiczna.

 W 1848r. została uchwalona konstytucja zawierająca obowiązujące do dziś reguły szwajcarskiego systemu politycznego. Za podstawę przyjęto decentralizację. Szwajcaria jest konfederacją podzieloną na 26 kantonów – odpowiedników naszych województw. Kantony są różnojęzyczne – z dominującym włoskim, francuskim, niemieckim i romansz – na poziomie centralnym nie próbowano wprowadzać jednego języka urzędowego. Szwajcarzy bardzo pilnują, aby żaden kanton, mimo autonomii, nie zyskał przewagi nad innymi. Każdy z nich ma dodatkowo swoją konstytucję, własny parlament, rząd i własne sądownictwo.

 W stanowieniu prawa w całym państwie obowiązuje zasada, że szczebel wyższy nie próbuje regulować tego, co może ustalić dla siebie szczebel niższy. Dlatego najwięcej przepisów tworzonych jest lokalnie w gminach przez ich społeczności, oczywiście w drodze miejscowego referendum. Szczebel centralny odpowiada jedynie za obronność, cło, politykę zagraniczną i sprawy monetarne. Kantony zajmują się zdrowiem, szkolnictwem, kulturą, częścią podatków. Gminy – szkołami, pomocą społeczną, energetyką, drogami, podatkami lokalnymi i całą resztą. Każdy obywatel może zgłosić swój osobisty projekt ustawy, dotyczący dowolnego szczebla. Także projekt zmiany w konstytucji. Musi jedynie stworzyć 27-osobową grupę inicjatywną, wraz z nią złożyć projekt do Kancelarii Federalnej w Bernie, a po ogłoszeniu w Dzienniku Federalnym zorganizować zbieranie podpisów o referendum – 100 tysięcy w ciągu 18. miesięcy (w przypadku zmian do ustawy już procedowanej w parlamencie – 50 tysięcy podpisów w 100 dni). Po spełnieniu tego warunku referendum powinno odbyć się niezwłocznie, podobnie jego wynik – ustalony większością – możliwie szybko wprowadzony w życie. Przeciętny obywatel Helwecji jest przyzwyczajony, że rocznie – w zależności od kantonu – uczestniczy w co najmniej kilku referendach (2-4 są centralne). Przed każdym otrzyma kartę do korespondencyjnego głosowania oraz rzetelną oficjalną broszurę informacyjną, w której tyle samo miejsca przeznaczono dla argumentacji „za”, co „przeciw” danej inicjatywie – przekazanych przez zainteresowane nią organizacje.

Podsumujmy i porównajmy!

W Polsce powiedziano by, że jest to uciążliwe i niewykonalne. W Szwajcarii – na porządku dziennym. Frekwencja w ich referendach rzadko spada poniżej 50. procent. Co ciekawe – mieszkańcy dwóch kantonów – Glarus oraz Appenzell Innerhodes – odrzucili możliwość głosowania korespondencyjnego i mimo uciążliwości wielogodzinnego wystawania na centralnych placach miast, wolą tradycyjne Landsgemeinde, czyli osobiste głosowanie przez podniesienie ręki z kartą (jak demokracja bezpośrednia – to bezpośrednia!).

 
Szwajcarzy traktują ten styl współrządzenia poważnie i odpowiedzialnie. Niedawno, bo w 2016r., świat był zszokowany wiadomością, że obywatele Szwajcarii większością 77-procentową odrzucili możliwość otrzymywania przez każdego z nich comiesięcznego dofinansowania w kwocie 2500 franków. Podobnie postąpili 4 lata wcześniej z możliwością wydłużenia urlopu z 4 tygodni do 6-ciu (67% przeciw). Oni po prostu wiedzą, skąd się biorą pieniądze – że nie z czarodziejskiej różdżki, drukarki czy abstrakcyjnego państwowego skarbca – ale z ciężkiej pracy. Rozumieją podstawowe związki przyczynowo-skutkowe ekonomii. Może po części także dlatego, że z mocy umowy społecznej od 80-ciu lat partycypują w podziale zysków ze swoimi pracodawcami...
Jak to się ma do naszych kolejek po zasiłki, pomysłów przekupywania ludzi ich własnymi pieniędzmi w ramach „500+”, „Mieszkanie +” itp.?..

Oczywiście można stwierdzić, że Polacy do szwajcarskiej demokracji nie dojrzeli – to fakt. Ale z drugiej strony, kiedy mieli dojrzeć i czy to wyłącznie wina samych obywateli? Zasadnicza różnica w postawach obydwu społeczeństw bierze się z relacji „władza-obywatel”. Tam obywatele faktycznie rządzą tworząc prawo w każdym calu i czują to, zaś politycy i urzędnicy czują, że są tylko przez nich zatrudnieni. Być może dlatego Didiera Burkhaltera – odpowiednika naszego prezydenta – spotykano jeżdżącego nie limuzyną, lecz zwykłą koleją bez ochrony. U nas przeciwnie – władza zawsze była i jest scentralizowana i odgrodzona. Prawo tworzone jest odgórnie i podawane na dół. Nasz system można porównać do gry, gdzie po jednej stronie jest społeczeństwo, a po drugiej władza, z tym że ona nie tylko gra, ale także może zmieniać reguły gry w trakcie jej trwania. Przeciętny obywatel czuje, że w zasadzie stoi na przegranej i tyle jego, co zdoła wyrwać. Wpływ na państwo miewa raz na cztery lata. Referendum jest z rzadka i zwykle wtedy oraz takie, aby władza mogła je wygrać. Tu zaznaczę, że są środowiska, które próbują rolę referendum zmienić - „Wolni Obywatele” Stefana Oleszczuka czy Stowarzyszenie „Oburzeni”. Ci ostatni np. chcą, aby każde referendum, pod którym zebrano wymaganą ilość podpisów, musiało się odbyć – zaś jego wynik, ustalony większością głosów – musiał być wprowadzony w życie bez tzw. progu frekwencyjnego.

Czas, aby obecni polscy „obrońcy demokracji” z obu stron barykady zastanowili się, czego naprawdę bronią. Czy nie czas opuścić fikcję i jeśli już to patrząc na gotowy wzór, zacząć wreszcie taką prawdziwą demokrację budować?

   
Tomasz J. Ulatowski      więcej na blogu: e-ulatowski.pl

KOMENTARZE

  • Autor brzydko narzekasz na demokrację.
    Sama troska o władzę ludu, który niema głosu w trójce władzy, to dobre chęci, którymi całe piekło jest wybrukowane.

    Demokracja w Polsce jest realna podobnym sposobem jak w Szwajcarii przez podniesienie ręki ludu, czyli czwartej władzy.

    W Polsce można taniej uzyskać demokrację, przez podniesienie ręki przedstawicieli ludu w parlamencie. Nowa konstytucja może wprowadzić czwór podział władzy.

    Czas opuścić fikcję równowagi trójki, bez przedstawicieli narodu, lub bez narodu bezpośrednio.
  • w d... z taka demokracją
    Polska to kraj upadły, miał swoje 5 minut na powstanie państwowości i narodu po drugiej wojnie światowej, ale naród tego nie zrozumiał, i posłuchał destrukcyjnych ośrodków wywiadowczych i doprowadził sie do upadłości, dzis ludzie upadli, menele podatni na propagandę i destrukcję rozkradają i niszczą wszystko, a nawet niszczą ludzi którzy przywodzili temu narodowi w drodze do uzyskania swojej świetności.
  • @ireneusz 12:32:45
    .
    Bez naprawy systemu równowagi demokracji, narzekanie nic nie pomoże.

    Zmuszeni jesteśmy do krążenia w miejscu w równowadze 120 stopni. Zbliża się czas wyczerpania zasobów żywności i paliwa.
  • wraca sprawiedliwość
    SENSACJA: Mateusz Piskorski chińskim szpiegiem
  • @ireneusz 14:07:24
    A kto jest autorem tego fake newsa
    Czy ten Pan to jakiś śledczy z ABW

    Kim jest ta osoba, bo się już gubię
    Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa (sic)

    I skąd to zastrzeżenie ?

    //Poglądy autora mogą być niezgodne że stanowiskiem redakcji.//

    Poglądy
    ps.
    to chyba nie jest jakis znajomy Piskorskiego 8-)))
  • @Husky 14:28:06
    Prokuratura, po ponad roku od czasu uwiezienia Mateusza Piskorskiego, doszła do wniosku, że Piskorski jest nie tylko rosyjskim szpiegiem ale również chińskim. W piątek został doprowadzony do prokuratury i w obecności adwokatów, już oficjalnie, postawiono mu nowe zarzuty.
  • @ireneusz 22:34:04
    //Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.//

    Skąd to zastrzeżenie redakcji ?
    To wiadomość czy wpis na portalu ?
    poglądy czy fakty ?
  • @Husky 22:53:34
    ignorant, to tak najdelikatniej.
  • @
    Co do METODY Demokracji Bezpośredniej, to dodam kwestię "nowych" dowodów osobistych.
    Miały być KILKA LAT TEMU, ale "ktoś" temu łeb ukręcił i to na poziomie Sejmu!.
    Co by one dały, w takie wersji jak planowano?
    "Podpis kwalifikowany", zrównany przez Kwacha jeszcze z odręcznym.

    Czyli REFERENDUM mogło by się było odbyć TANIO, SZYBKO i BEZ WYCHODZENIA Z DOMU (frekwencja!)!
    I TEGO się chyba "władza" MOCNO przestraszyła...

    Dziś taki podpis jest dostępny, ale komercyjnie, chyba 100zł/rok + czytnik + karta. Więc raczej "Kowalski" się w niego nie zaopatrzy, bo nie widzi zastosowania. I koło się zamyka...
  • @Husky 14:28:06
    ,, nie jest jakis znajomy Piskorskiego 8-))),,.......

    Nie ośmieszaj się kundlu .. Poruszasz się w polu jedynie słusznej propagandy ... ,, Kim jest ta osoba, bo się już gubię ,, ... Ja się taż pytam a kim jest Husky ... Po co robisz z siebie przygłupa ?

    Masz coś merytorycznego to się odnieś ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31