Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 25 komentarzy

Tomasz J.Ulatowski

Tomasz J. Ulatowski - inżynier i ekonomista, zwolennik "szkoły austriackiej", bezpartyjny wolnościowiec http://www.e-ulatowski.pl, członek stowarzyszenia Wolni Obywatele

Hidżra i dżizja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

dwa pojęcia mocno zakorzenione w świadomości wędrującego ku nam ludu i z pewnością determinujące możliwe w przyszłości postawy i zachowania...

 O muzułmańskich imigrantach powiedziano, napisano i pokazano już wiele. Dlatego niejako bez wstępu – jak to zwykle opisującego genezę, skalę i oblicza całego zjawiska – od razu przechodzę do rzeczy. Interesującym się tym problemem, dla dopełnienia obrazu, pragnę zwrócić uwagę na – jak sądzę mniej znane – kwestie. Są to dwa pojęcia, mocno zakorzenione w świadomości wędrującego ku nam ludu i z pewnością determinujące możliwe w przyszłości postawy i zachowania – „hidżra” i „dżizja”.

Hidżra – inaczej „hegira” – oznacza w języku arabskim „wywędrowanie”. Słowo to pierwotnie odnosiło się do emigracji Mahometa wespół z pierwszymi muzułmanami z Mekki do Medyny w 622r., emigracji określanej wręcz jako Wielka Hidżra (zapoczątkowała kalendarze muzułmański i irański), dla odróżnienia od wcześniejszej tzw. Małej Hidżry z 615r., kiedy to część wyznawców musiała salwować się ucieczką przed prześladowaniami do chrześcijańskiej Etiopii (której notabene przez kilkaset lat potem próbowano narzucić islam). Ale współcześnie „hidżra” funkcjonuje także w innym, budzącym uzasadnione obawy, znaczeniu – jako „wywędrowanie w celu zajęcia nowych terytoriów”. Taki dodatkowy sens słowu nadały wielokrotne wezwania samozwańczego kalifatu ISIS (Islamic State in Iraq and Syria) do wymierzenia tym sposobem dziejowej sprawiedliwości niewiernym m.in. z Europy.

Po internecie błąka się, często przytaczana przez „uchodźco-islamo-filów”, krytyka tego nowego znaczenia hidżry napisana przez Michała Gąsiora – autora bloga „na:Temat”. Gąsior, mocno akcentujący w swojej biografii, iż „jako jeden z nielicznych dziennikarzy odwiedził Arabię Saudyjską”, stanowczo twierdzi, że hidżrę jako „podbój przez imigrację” wmawia nam internetowa plotka w celu straszenia i zniechęcenia do przyjmowania uchodźców. Natomiast faktycznie funkcjonuje ona tylko w swoim dawnym rozumieniu. Powołuje się m.in. na wypowiedź dr hab. Anny Pauli Lewickiej – arabistki z Uniwersytetu Warszawskiego, cyt. „Hidżra to była bardzo lokalna migracja z miasta do miasta”.

No cóż – twierdzenie, że słowa nie ewoluują semantycznie dla mnie jest jakąś dziwną ignorancją. Choćby np. nasz „pasjonat” - dziś określający człowieka o jakimś zamiłowaniu, dawniej oznaczał kogoś wybuchowego, nerwusa i gwałtownika. Także „deputat” - dziś jest częścią wypłaty w naturze np. ileś kilogramów cukru dla pracownika cukrowni nieodpłatnie – wcześniej był to synonim radnego, posła lub senatora (deputowany). Przykładów można by mnożyć jeszcze setki, a może tysiące. Jedne słowa tracą wcześniejsze znaczenie na korzyść nowego, a inne zyskują dodatkowe do listy poprzednich. Odsyłam dalej do polonistów i językoznawców... Zresztą – co najważniejsze – w życiu przede wszystkim liczą się przecież współczesne rozumienia słów, a nie te dawne, historyczne.

Dr Jusuf al-Karadawi – duchowy lider światowego Bractwa Muzułmańskiego, mającego powiązania z ISIS i sam oficjalnie uznany za terrorystę nawet przez kraje arabskie – aktualizując swoją fatwę, otwarcie i stanowczo instruował, że „dokonując zamachów można podpalać, dźgać nożem, przejeżdżać samochodami”. Zarówno on, jak i inni islamscy radykałowie np. Abd al-Rahman al-Sudais czy Naser bin Suleiman al-Omar – wprost wzywają do podboju Europy i Stanów Zjednoczonych. Jestem oczywiście daleki od tego, aby twierdzić, że wśród kilkuset tysięcy przybyłych migrantów wszyscy czy nawet większość to terroryści, ale zważywszy na skalę okrucieństwa i spustoszenia, jakiego jest w stanie dokonać choćby jeden – obawiałbym się wśród ogółu nawet kilku procent.

Jednak zarówno cytowany dziennikarz, jak i cytowana arabistka – w temacie hidżry jakoś dziwnie nie odrobili lekcji do końca. W islamie świat dzieli się od wieków na dwa główne obszary; „dar al-islam” - czyli ziemia już objęta islamem oraz „dar al-harb” - „ziemia Araba”, gdzie prawo islamskie nie jest jeszcze realizowane, choć powinno. Podział funkcjonuje już od 732r., kiedy to wojska Karola Młota zwyciężyły pod Tours w północno-środkowej Francji nad kalifatem Umajjadów, niwecząc Arabom plany ekspansji i szansę na narzucenie ich religii i praw Europie. Wydarzenie to wcale nie odeszło definitywnie w mroki przeszłości, ale jest wciąż pamiętaną w islamie hańbą (stąd m.in. ów podział ziem).

Istnieje jeszcze dalsze uszczegółowienie przedstawionego wyżej podziału terytorialnego świata, w którym na uwagę zasługuje pojęcie „dar al-hudna” - ziemia, która kupuje rozejm. Dotykamy w tym momencie kwestii „dżizji”, czyli opłaty, o której wyraźnie mówi Koran i jaką niewierni mają składać wyznawcom Allacha w zamian za tolerowanie ich sąsiedztwa oraz odrębności religijnej i kulturowej. Jako oficjalny podatek była stosowana na terenach podbitych do XIX. wieku – obecnie reaktywowana nieformalnie przez ISIS na terenach okupowanych. Jest bardzo mocno zakorzeniona w mentalności – dość powiedzieć, że notowane były ostatnio wymuszenia haraczy pod tą nazwą np. przez arabskich osadzonych od innych współwięźniów w zachodnich aresztach. Dżizją najwyraźniej mają być także zasiłki socjalne, na których pobieranie nastawiona jest większość smagłolicych przybyszów. Jak wynika z badań – właśnie większość imigrantów, przybyłych w ostatnich dwóch latach do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki, odmawia przyjęcia pracy nawet w niewielkim wymiarze czasu.

27 maja br. miałem zaszczyt osobiście wysłuchać w sejmie wystąpienia, goszczącej na zaproszenie w Polsce, księżnej Ingrid Detter de Frankopan, dotyczącego m.in. kwestii imigracyjnej w Europie. Księżna – urodzona w Szwecji, wybitny naukowiec i prawnik, swego czasu doradca Jana Pawła II, tak podsumowała nasilające się zjawisko; „Często słyszymy, że to kanclerz Merkel powiedziała „herzlich willkommen” 20-tu milionom muzułmanów, ale tak naprawdę to od 15-tu lat planowano, w jaki sposób wpuścić tych ludzi i tę obcą religię do Europy. Dlaczego? Mówią, że potrzebują siły roboczej. A jaki jest wynik tego ściągania? Np. 20 procent bezrobocia w Hiszpanii, w tym 40 procent wśród młodych ludzi. Unia i Niemcy muszą wziąć odpowiedzialność za tę pomyłkę, za miliony ludzi i za ten gigantyczny wzrost bezrobocia. Wierny Samarytanin może się pochylać i pomagać wiele razy, ale też w końcu będzie musiał powiedzieć przykro mi bardzo, ale także mam żonę, swoje dzieci i nie mam więcej pieniędzy. Szczególnie, że to nie są wszystko uchodźcy wojenni. Jak spojrzycie na zdjęcia uchodźców z I. i z II. wojny światowej, to zobaczycie na nich zarówno bogatych i biednych, młodych i starych. A tym razem dla mnie, specjalisty na temat wojny, wszyscy oni wyglądają jak żołnierze – wszystko silni, zdrowi mężczyźni. Wszyscy „stracili” swoje dowody osobiste, ale nikt nie stracił swojego i-phone’a. Jakie oni mają umowy pozawierane z operatorami, że we wszystkich krajach mają zasięg, skoro ja podróżując po krajach muszę się o to specjalnie starać? Jesteście jedynymi członkami Unii Europejskiej, którzy ważą się powiedzieć – dosyć!”

Dla uściślenia słów księżnej chciałbym dodać swoje zdanie. Wspomniana „pomyłka” tylko po części wynikła z błędnych założeń polityki demograficznej krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec, pragnących ratować swoje systemy emerytalne, coraz mniej wydolne wobec spadku dzietności i starzejących się społeczeństw. Z drugiej zaś strony nie można bagatelizować, że Unia Europejska wciąż znajduje się pod silnym wpływem środowisk lewicowych i masońskich, dla których przeszkodą w realizacji ideologicznych zamiarów są; silne poczucie tożsamości narodowej i kulturowej w państwach członkowskich, a zwłaszcza aktywne chrześcijaństwo. Słabnący „marsz przez instytucje” z zaleceń Gramsciego, Dutschkego czy „grupy frankfurckiej” otrzymał oto nadzieję i silne narzędzie atomizacji w postaci napływu „pseudo-uchodźców”.

Tomasz J. Ulatowski       więcej na blogu: e-ulatowski.pl

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930